Zatoka Marina Bay nocą
Singapur · Malezja

Wakacje w utopii

W dzieciństwie lubiłam siadać pod wieżą telewizyjną w Bożym Darze i patrzeć daleko. Do dziś lubię przesuwać horyzont.
22 CZERWCA — 8 LIPCA 2026

W dzieciństwie lubiłam siadać pod wieżą telewizyjną w Bożym Darze i patrzeć daleko — nawet trzydzieści kilometrów, aż po horyzont. W pogodny dzień widać było wieżowce Lublina. Do dziś lubię przesuwać horyzont, jak chyba każdy. Tym razem przesunęłam go o dziewięć tysięcy kilometrów.

Rozdział I

Singapur: pięćdziesiąt pięter za piętnaście złotych

W Singapurze wjechaliśmy na najwyższy budynek mieszkalny świata. Pięćdziesiąt pięter, bilet za równowartość piętnastu złotych — chyba najtańsze przesuwanie horyzontu, jakie znam. Z góry widać (tak mi się przynajmniej zdaje) całą wyspę. Wcześniej obejrzałam Merliona, morskiego lwa, symbol miasta. Ale najciekawszy widok był na dole, wśród ludzi: po urodzie i ubraniach można tu poznać całą Azję i sporą część reszty świata.

Kolorowa architektura Singapuru
Singapur nie boi się koloru
Supertrees w Gardens by the Bay
Supertrees w Gardens by the Bay — drzewa, które wymyślił człowiek
Pokaz fontann na tle wieżowców
Wieczorny spektakl światła i wody w zatoce
Widok z Sentosy na miasto
Sentosa i miasto na horyzoncie
Kolejka linowa nad portem
Kolejką linową nad portem
Paw na plaży
Pawie chodzą tu, gdzie chcą
Ogród mgieł
Ogród, w którym chłodzi mgła
Kwiatowa ściana
Zieleń zaprojektowana co do listka
Rozdział II

Forest City: wakacje w utopii

Przeczytałam w życiu wiele książek o utopiach — Platona, który oddawał władzę filozofom, Morusa z jego wyspą powszechnej równości i sześciogodzinnym dniem pracy, Campanellę i jego Miasto Słońca. A teraz zamieszkałam w jednej z nich. Forest City w malezyjskim stanie Johor, tuż przy granicy z Singapurem, to megaprojekt wart sto miliardów dolarów. Media ochrzciły go „miastem duchów” — tysiące pustych apartamentów, kłopoty finansowe inwestora — choć rząd Malezji próbuje tchnąć w niego życie, przekształcając go w specjalną strefę finansową. Utopie mają to do siebie, że na papierze wychodzą lepiej niż w betonie. Ale przyznaję: jest coś fascynującego w spacerowaniu po mieście, które czeka na mieszkańców.

Napis Forest City nocą
„Prime model of future city” — utopia reklamuje się sama
Wieżowce Forest City
Pięćdziesiąt pięter do nieba, a w środku cisza
Osiedla Forest City
Apartamenty czekają na mieszkańców
Puste wnętrze budynku
W pustych podcieniach zasnął pies
Zielone wieżowce
Las miał rosnąć na balkonach
Plaża Forest City, na horyzoncie Singapur
Z plaży Forest City widać Singapur — jedna utopia patrzy na drugą
Widok na Marina Bay Sands
Marina Bay Sands po drugiej stronie cieśniny
Rzeźby krabów na plaży nocą
Wieczorem plażę oddają krabom

Po drodze do Kuala Lumpur — godziny jazdy i za oknem wyłącznie plantacje palm olejowych. Na przedmieściach budownictwo jak w Polsce: budki lęgowe dla ludzi, całe hektary szeregowców, pustych, jakby czekały na imigrantów.

Zachód słońca nad rzeką
Zachód słońca nad rzeką w Malakce
Mural Abbey Road
Beatlesi doszli aż tutaj
Domy na przedmieściach
Budki lęgowe dla ludzi
Widok na morze zza zieleni
Morze zagląda między bloki
Osiedlowa uliczka
Osiedla ciche, jakby czekały
Ryba w liściu bananowca
Obiad podany w liściu bananowca
Rozdział III

Kuala Lumpur: czego się nie robi dla przyjaciół

Czego się nie robi dla przyjaciół? Ja na przykład zachęciłam Rajmunda do zjedzenia duriana. Nie wyglądał na oczarowanego. Tłumaczę mu, że mamy cztery smaki: słodki, słony, kwaśny — ostrzegający przed niedojrzałym lub zepsutym — i gorzki, chroniący przed truciznami. Rajmund na to, że durian nie pasuje do żadnego z nich i że zmienia się w ustach. Testował rzetelnie: babeczkę z nadzieniem durianowym, duriana kandyzowanego i surowego. Filmowały go przy tym jakieś influencerki, więc może zostanie gwiazdą TikToka.

Napis Kuala Lumpur Durian Experience
Miejsce zbrodni: Durian Experience
Rajmund je duriana
Rajmund testuje rzetelnie
Ulica Kuala Lumpur
Pod wieżowcami, wśród fontann

Sezon na duriana trwa w Malezji od czerwca do sierpnia i okazuje się, że odmian jest mnóstwo. Ja jednak myślę, że trzeba mieć do tego inne podniebienie niż moje. Nie lubię zapachu anyżu, kapusty, śledzia ani owoców morza. Lubię ciasteczka. I owoce. Ale nie duriana. Taksówkarz pociesza: Malajowie też go nie lubią, za durianem szaleją głównie turyści z Chin.

W ogóle taksówkarze to tutaj najlepsze źródło wiedzy o kraju. Jeden jest Malezyjczykiem po babce Malajce i dziadku Taju z Tajlandii. Opowiada o imigrantach z całej Azji, o Chińczykach mieszkających tu od pokoleń, o Nepalczykach, którzy od czasów brytyjskich służyli w armii i pracują w hotelach — podobno wyjątkowo lojalni. Inny bierze nas za Rosjan i musimy tłumaczyć, że jesteśmy Polakami — ten akurat wie, że stolicą Polski jest Warszawa. Wszyscy mówią po angielsku, lepiej lub gorzej; Malezja jest wolnym krajem dopiero od 1957 roku, wcześniej była kolonią brytyjską. I jakoś te wszystkie narody żyją tu zgodnie: ulice noszą nazwiska najeźdźców, chrześcijanie chodzą w swoich procesjach, muzułmanie w swoich.

Mnisi buddyjscy
Mnisi w pomarańczowych szatach
Meczet ze złotymi kopułami
Meczet ze złotymi kopułami
Biały kościół wśród wieżowców
Kościół w cieniu wieżowców
Tancerki w kolorowych strojach
Tancerki na festiwalu dziedzictwa
Malowanie kolamu
Kolam — obraz sypany na bruku
Figura tańczącego lwa
Chiński lew czuwa nad targiem

Przyglądam się strojom kobiet. Mam wrażenie, że chustki noszą trochę z przyzwyczajenia, jak chrześcijanie medaliki, albo z dbałości o włosy — tak jak maseczki z dbałości o zdrowie. Niektóre ubrania są z jedwabiu, haftowane złotą lub srebrną nicią. Widziałam kobietę ubraną od stóp do głów, z welonem i maską, w szatę z białego jedwabiu w czarne kropeczki, do tego srebrne spinki z czarnymi kamyczkami, białe buciki z czarnymi kokardkami, torebka w komplecie. Sama bym chętnie coś takiego nosiła, choć pewnie kosztuje tysiąc ringgitów albo trzy razy tyle. Ringgit to, dla porządku, niecała złotówka — szesnaście kilometrów taksówką przez Kuala Lumpur kosztuje szesnaście ringgitów.

Kobieta w czerwonej szacie
Czerwień od stóp do głów
Kobiety w hidżabach
Wieczorne rozmowy
Kobiety w barwnych chustach
Jedwab, haft i wzory

Zauważyłam też, że wzornictwo sakralne ma teraz problem. Kiedyś wieże kościołów i minarety meczetów przebijały przestrzeń, wynosiły się nad okolicę, wzywając wiernych do modlitwy. Przy kilkudziesięciopiętrowych wieżowcach to niemożliwe. Trudno wywyższać się nad biura i mieszkania.

Wnętrze meczetu
Wnętrze meczetu — chłód, cisza i witraże
„Każde jutro niech będzie lepsze niż wczoraj”

George Town na Penangu — to tu durian ma swój sezon i swoje królestwo. Miasto oddycha wszystkimi kulturami naraz: chińskie klany mieszkają na pomostach nad wodą, przy jednej ulicy stoją meczet, świątynia i kościół, a nocą ulice zamieniają się w targ i scenę.

Mural z ławeczką
Na ławce z muralem — sztuka uliczna George Town
Mural z dzieckiem
Murale wciągają przechodniów do zabawy
Kaligrafia Penang
Penang — 檳城 — pisane pędzlem
Pomosty klanów Chew Jetty
Pomosty klanów — domy na wodzie od pokoleń
Most na Penang
Przez cieśninę na wyspę Penang
Chińska rezydencja
Rezydencja chińskiego klanu w świątecznej odsłonie
Wstążki życzeń
Wstążki życzeń w świątyni na wzgórzu
Ulica Chulia nocą
Lebuh Chulia nocą
Nocny targ
Nocny targ — atrakcja, może dla Malezyjczyków…
Kwiaty na Penang Hill
Penang Hill kwitnie cały rok
Lokalna kuchnia
Otak-otak: lepsze niż durian, ale bez szału
Rozdział IV

Cameron Highlands: straszny chłód, czyli 17 stopni

Jedziemy w góry, na plantacje herbaty. Taksówkarz przestrzega przed strasznym chłodem: „Tam jest nawet 16–17 stopni!”. Cameron Highlands to najchłodniejsze miejsce w Malezji i z tego powodu rodzice zakładają małym dzieciom wełniane czapki. Ledwo się powstrzymywałam, żeby nie tłumaczyć, że dziecku w kombinezoniku przy dwudziestu stopniach jest po prostu gorąco.

Plantacje herbaty
Herbaciane wzgórza Cameron Highlands
BOH Tea Centre
BOH Tea Centre — herbaciane imperium
Wśród krzewów herbaty
Rajmund sprawdza, z czego robi się earl grey

Oprócz herbaty uprawia się tu truskawki — w tunelach, na podłożu kokosowym, z nawadnianiem kropelkowym. Są czerwone i są białe, a dwadzieścia deko kosztuje dziesięć ringgitów. Obok alkoholu to chyba jedyny produkt spożywczy droższy tu niż w Polsce. Wizyta w przetwórni herbaty to za to przeżycie dla nosa: aromatu fabryki nie odda żaden imbryczek.

Truskawki w tunelach
Truskawki na wysokości — tunele, kokos i kropelka
Naleśniki z truskawkami
Dowód rzeczowy: truskawki smakują jak w Polsce
Próbki herbat
Od zielonej po czarną — aromat, którego nie odda żaden imbryczek

Byliśmy też w Mossy Forest, lesie liczącym dwieście milionów lat, gdzie rosną — jak zapewniał przewodnik — najstarsze drzewa świata. Na dwóch tysiącach metrów nie trzeba było ani czapki, ani nawet butów sportowych. Wjeżdżają tam tylko auta z napędem na cztery koła, więc dobrze się złożyło, że Rajmund zapomniał odebrać międzynarodowego prawa jazdy i nie mieliśmy wynajętego samochodu.

Land Rover w górach
Tu wjeżdżają tylko cztery napędzane koła
Przewodnik w Mossy Forest
Mossy Forest — przewodnik i las starszy niż dinozaury

Przewodnik zachwalał jeszcze piątkowy nocny targ — może to atrakcja, ale chyba dla Malezyjczyków. Spróbowałam za to typowego tutaj samodzielnego gotowania mięsa i warzyw w garnku wystawionym w restauracji. Lepsze niż durian, ale bez szału.

Napis Tanah Rata
Pamiątkowe „kocham” z Tanah Rata
Miasteczko w górach
Miasteczko wciśnięte między herbaciane wzgórza
Epilog

Za horyzontem

Itinerarium — z łacińskiego iter, droga — to opis podróży dla podróżnych. To jest moje itinerarium, choć mało w nim praktycznych wskazówek, a dużo patrzenia. Bo w gruncie rzeczy po to się jeździ na drugi koniec świata: żeby usiąść jak kiedyś pod wieżą w Bożym Darze i zobaczyć, co jest te trzydzieści kilometrów dalej.

Przy oknie tarasu widokowego
Kuala Lumpur z góry — kolejny horyzont przesunięty
Petronas Towers za dnia
Petronas Towers — 452 metry dumy Malezji
Petronas nocą z parku
Wieże nad parkiem KLCC
Menara KL nocą
Menara KL — wieża jak z Bożego Daru, tylko wyższa
Wieżowiec w KL
Architektura, która nie zna umiaru
Mural I love Malaysia
Podpisujemy się pod tym
Pierożki dim sum
Ostatnie dim sum przed powrotem
Uliczny grill
Uliczna kuchnia do samego końca
Pod Petronas Towers nocą
Horyzont da się przesuwać w nieskończoność. Trzeba tylko wjechać piętro wyżej.